----- Reklama -----

Nieistniejące krzesełko zmieniło wszystko. Anglik zakochał się w Krakowie i… Wiśle

M N
M N

To miała być zwykła wyprawa na mecz europejskich pucharów. Zamiast tego przerodziła się w historię, która podbiła media społecznościowe, trafiła do angielskiej prasy i sprawiła, że Kraków oraz Wisła Kraków zyskały oddanego sympatyka z Londynu.

Bilet prowadził do… nieistniejącego miejsca

30 kwietnia na stadionie przy ul. Reymonta rozegrano spotkanie europejskich pucharów pomiędzy Crystal Palace i Szachtarem Donieck, który swoje domowe mecze rozgrywał w Krakowie.

Na trybunach pojawił się Charlie Ing – kibic Crystal Palace, który specjalnie przyleciał z Londynu. Na miejscu czekała go jednak niespodzianka. Bilet wskazywał miejsce numer 21… którego na stadionie po prostu nie było.

Anglik opisał całą sytuację w serwisie X.

– Mam miejsce nr 21, a ono nie istnieje. Steward się tylko zaśmiał. Naprzód, Palace! – napisał.

Wpis błyskawicznie zdobył popularność, także wśród polskich internautów.

Wisła zaprosiła go na wyjątkowy mecz

Sprawa dotarła do prezesa Wisły Kraków Jarosława Królewskiego. Klub wyjaśnił, że problem wynikał z błędnej konfiguracji miejsc w systemie sprzedaży biletów.

Aby zrekompensować kibicowi nietypową przygodę, Wisła zaprosiła go jako specjalnego gościa na jubileuszowy mecz z Wrexham AFC. O całej historii rozpisywały się również lokalne media w Anglii.

Od przypadkowego gościa do fana Krakowa

Na tym jednak historia się nie zakończyła. Charlie zaczął regularnie publikować wpisy, w których zachwycał się Krakowem. Szybko zainteresował się także polską piłką.

Pytał między innymi, dlaczego Wieczysta Kraków chce rozgrywać swoje mecze na stadionie Wisły, a później opisywał własne zmagania z zakupem biletów na spotkanie „Białej Gwiazdy”, gdy okazało się, że system wymaga numeru PESEL.

Ostatecznie pojawił się na meczu z Wrexham, gdzie – symbolicznie – mógł już usiąść na nowym krzesełku oznaczonym numerem 21.

„Jak długo na Wawelu” zrobiło na nim ogromne wrażenie

Początkowo wielu traktowało jego deklaracje o sympatii do Wisły z przymrużeniem oka. Z czasem okazało się jednak, że nie były to puste słowa.

Charlie ustawił sobie zdjęcie ze stadionu przy Reymonta jako fotografię profilową i zaczął regularnie śledzić polskie rozgrywki. W swoich wpisach przyznawał, że zaskoczyły go późne godziny rozpoczynania meczów Ekstraklasy, a szczególne wrażenie zrobiła na nim atmosfera na stadionie.

Jak sam napisał, podczas wykonywania przez kibiców pieśni „Jak długo na Wawelu” miał ciarki, choć nie rozumiał słów śpiewanej przyśpiewki.

Kolejny krok? Koszulka Wisły Kraków

Historia wciąż trwa. W ostatnich dniach Anglik pochwalił się w mediach społecznościowych zakupem wyjazdowej koszulki Wisły Kraków.

Internauci szybko docenili jego autentyczne zaangażowanie. Trudno nie zauważyć, że wszystko zaczęło się od zwykłej pomyłki w systemie biletowym i… nieistniejącego miejsca numer 21. Dziś Charlie Ing jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zagranicznych sympatyków Wisły, a jego historia pokazuje, że czasem właśnie przypadek potrafi stworzyć najciekawsze piłkarskie opowieści.

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *