W sobotę 24 maja krakowianie decydują o przyszłości swojego prezydenta. Przed referendum opublikowano sondaż, który pokazuje, że większość Polaków nie ma zdania w tej sprawie.
Referendum z progiem do przeskoczenia
Aleksander Miszalski może stracić stanowisko prezydenta Krakowa jeszcze przed końcem kadencji. Wszystko zależy od tego, ilu mieszkańców przyjdzie dziś do urn. Żeby głosowanie było ważne, musi wziąć w nim udział co najmniej 158 tysięcy osób. To wysoka poprzeczka, bo odpowiada trzem piątym frekwencji z ostatnich wyborów prezydenckich w mieście.
Sondaż: więcej niezdecydowanych niż zwolenników odwołania
Kilka dni przed referendum agencja SW Research przeprowadziła ogólnopolskie badanie na zlecenie tygodnika „Wprost”. Zapytała Polaków wprost: czy Miszalski powinien odejść? Wyniki pokazują głęboki podział. Za odwołaniem prezydenta opowiedziało się niespełna 38 procent ankietowanych. Przeciwnego zdania było tylko 18 procent. Największą grupę stanowiły jednak osoby, które nie potrafiły zająć żadnego stanowiska – takich odpowiedzi udzieliło ponad 44 procent badanych.
Lokalna sprawa, ogólnopolskie emocje
Wyniki sondażu pokazują, że los krakowskiego prezydenta interesuje całą Polskę, nie tylko mieszkańców miasta. Jeśli frekwencja w referendum przekroczy wymagany próg i większość głosujących opowie się za odwołaniem, Miszalski oraz obecna Rada Miasta stracą stanowiska. Jeśli próg nie zostanie osiągnięty, oboje zachowają swoje funkcje do końca kadencji.



