Bartosz Bocheńczak nie wystartuje w przedterminowych wyborach prezydenta Krakowa. Kandydat Konfederacji zebrał blisko 5 tys. podpisów, jednak po ich weryfikacji okazało się, że za ważne uznano około 2950. Do wymaganego minimum 3000 zabrakło więc około 50 podpisów. O losie jego kandydatury zdecydowała naprawdę niewielka różnica.
To właśnie skala tej różnicy jest w tym przypadku najbardziej znacząca. Bocheńczak nie był daleko od spełnienia wymogów. Gdyby po weryfikacji komisja uznała za ważne zaledwie kilkadziesiąt dodatkowych podpisów, kandydat Konfederacji mógłby znaleźć się na karcie wyborczej.
Problem polegał na tym, że spośród niemal 5 tys. podpisów zebranych przez komitet ponad 2 tys. nie przeszło weryfikacji. To sprawiło, że ostateczna liczba ważnych poparć znalazła się poniżej granicy 3000.
Kilkadziesiąt podpisów zdecydowało o wszystkim
Wymagany próg wynosił 3000 ważnych podpisów. Przy wyniku około 2950 różnica wyniosła więc około 50 podpisów. Tp niewiele w porównaniu z całym wynikiem zbiórki. Komitet zebrał bowiem prawie 5000 podpisów, a więc na pierwszy rzut oka miał bardzo duży zapas. Jak się jednak okazało, zapas ten nie wystarczył, ponieważ znaczna część podpisów została zakwestionowana podczas kontroli.
Skąd tak duża liczba nieważnych podpisów?
Według informacji przekazywanych przez Konfederację jednym z głównych problemów były błędy dotyczące adresów osób udzielających poparcia. Sławomir Mentzen wskazywał, że część podpisujących myliła adres zamieszkania z adresem zameldowania.
Podczas weryfikacji komisja sprawdza dane znajdujące się na listach poparcia. Nie wystarczy więc sam podpis, informacje pozwalające zidentyfikować wyborcę muszą być zgodne z wymaganiami i możliwe do zweryfikowania. I właśnie tutaj powstała ogromna różnica między liczbą podpisów zebranych przez sztab a liczbą podpisów, które ostatecznie można było zaliczyć.
W przypadku Bocheńczaka szczególnie mocno widać, jak niewielka może być granica między startem a wypadnięciem z wyborów.
Nie tylko Bocheńczak. Kto jeszcze odpadł?
Bocheńczak nie był jedynym kandydatem, którego podpisy nie pozwoliły na rejestrację. Miejska Komisja Wyborcza odmówiła również rejestracji Mariana Banasia.
W jego przypadku sytuacja była jeszcze bardziej wyraźna. Komitet Banasia złożył 5648 podpisów, ale komisja uznała za ważne 2552. Oznacza to, że do wymaganych 3000 zabrakło mu 448 ważnych podpisów, a 3096 podpisów zakwestionowano.
Ostatecznie więc Bocheńczak i Banaś nie znajdą się na karcie wyborczej. Inaczej zakończyła się natomiast weryfikacja pozostałych kandydatów, których podpisy były jeszcze sprawdzane. Daria Gosek-Popiołek zdołała przekroczyć wymagany próg, uzsykała 3325 i została zarejestrowana. Ostateczna lista kandydatów została tym samym zamknięta na ośmiu nazwiskach.
Przypadek Bocheńczaka pozostaje jednak najbardziej wymowny. Nie zabrakło mu setek podpisów. Do przekroczenia granicy 3000 dzieliło go około 50 prawidłowych poparć. To właśnie te kilkadziesiąt podpisów zdecydowało, że kandydat Konfederacji zakończył udział w wyborczym wyścigu jeszcze przed rozpoczęciem głosowania.



