Biskup Jeż skazany za tuszowanie przestępstw. To pierwszy taki wyrok w Polsce

Filip Kijewski
Filip Kijewski

Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa Andrzeja Jeża za winnego zbyt późnego zawiadomienia prokuratury o przestępstwach dwóch księży. To pierwszy w Polsce wyrok wobec urzędującego biskupa w sprawie związanej z pedofilią w Kościele. Orzeczenie nie jest prawomocne.

Jaki wyrok usłyszał biskup z Tarnowa

W czwartek 29 października sędzia Małgorzata Adamczyk skazała ordynariusza diecezji tarnowskiej na dwa lata ograniczenia wolności. Kara polega na potrącaniu 25 proc. jego miesięcznej pensji. Pieniądze trafią do Fundacji Dajmy Dzieciom Siłę. Biskup nie pojawił się na ogłoszeniu wyroku. Za niezawiadomienie o przestępstwie grozi do trzech lat więzienia.

Pierwszy taki proces w Polsce

Akt oskarżenia trafił do tarnowskiego sądu 4 kwietnia 2024 roku. Sąd początkowo prosił o przekazanie sprawy innemu sądowi, bo miejscowi sędziowie znają oskarżonego z oficjalnych uroczystości. Sąd Najwyższy zdecydował jednak, że proces odbędzie się w Tarnowie. Ruszył 18 lutego 2026 roku. Jeż został wtedy pierwszym biskupem w Polsce sądzonym w sprawie dotyczącej przestępstw seksualnych duchownych. Osobiście stawił się tylko raz, kiedy sąd go przesłuchiwał. Później reprezentowali go obrońcy, wśród nich były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.

O co oskarżono biskupa Jeża

Sprawa dotyczy dwóch duchownych. Pierwszy to ksiądz Stanisław P., wydalony już ze stanu kapłańskiego. Oskarżano go o skrzywdzenie kilkudziesięciu chłopców w parafiach diecezji i na Ukrainie. Drugi to ksiądz Tomasz K., któremu zarzucono zgwałcenie małoletniej osoby.
Prokuratura uznała, że biskup wiedział o sprawach, ale zawiadomił organy ścigania z opóźnieniem. Zanim kuria zgłosiła sprawę, część zarzutów wobec Stanisława P. zdążyła się przedawnić. Prokurator Marcin Stępień wskazywał, że przy szybszym zgłoszeniu nawet 23 osoby mogłyby dochodzić sprawiedliwości przed sądem.

Czego chciała prokuratura, a czego obrona

Prokurator żądał 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata, grzywny i zwrotu kosztów procesu. Obrona domagała się uniewinnienia. Adwokaci przekonywali, że sądy nie powinny ulegać presji mediów i opinii publicznej. Biskup tłumaczył, że wiarygodne informacje o obu przestępstwach miał dopiero w chwili, gdy je zgłaszał. Do końca nie przyznał się do winy.

Co dalej ze sprawą

Wyrok jest nieprawomocny, więc strony mogą go zaskarżyć. Sąd po jego ogłoszeniu przedstawił ustne uzasadnienie. Sprawa jest uznawana za test tego, jak państwo egzekwuje obowiązek szybkiego zgłaszania przestępstw seksualnych wobec dzieci, także w Kościele.


Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *