W Wadowicach odbył się pogrzeb trzech ofiar rodzinnej tragedii ze Skawiny. Zofię, jej córkę Gabrielę i nowo narodzoną wnuczkę Luizę pochowano razem, w jednym grobie. Na ceremonii było widać, jak trudno uczestnikom było powstrzymać łzy.
Dwie trumny, trzy ofiary
Pogrzeb odbył się w piątek na cmentarzu komunalnym w Wadowicach. Pożegnano na nim 59-letnią Zofię, jej 27-letnią córkę Gabrielę oraz 8-dniową Luizę, córkę Gabrieli. Babcia, matka i wnuczka spoczęły w jednej mogile, choć trumien było tylko dwie – jedna z nich mieściła ciała matki i dziecka.
Widok ten był dla zebranych szczególnie poruszający. Rodzina jeszcze kilkanaście dni wcześniej cieszyła się z narodzin pierwszego dziecka w rodzinie. Zamiast wspólnego świętowania przyszło pożegnanie na zawsze.
Ksiądz: świat nigdy nie kochał chrześcijan
Podczas mszy żałobnej ksiądz nawiązał do okoliczności śmierci kobiet, sięgając po słowa z Ewangelii, w której Jezus mówi do uczniów, że posyła ich „jak owce między wilki”.
Duchowny podkreślał, że ofiary – mimo tragicznego losu – nie są w ostatecznym rozrachunku przegrane, bo ich sprawa spoczywa w rękach Boga. Mówił też o mocy krzyża i sakramentów, zachęcając zebranych, by zawierzyli zmarłych Bogu.
Kazanie, choć krótkie, zapadło w pamięć wielu uczestnikom pogrzebu jako próba nadania sensu tragedii, która wstrząsnęła całą Skawiną.
Co wydarzyło się w Skawinie?
Do zbrodni doszło 3 lipca. Dziadek Gabrieli, zaniepokojony brakiem kontaktu z córką i wnuczką, zaalarmował służby. Na miejscu, w mieszkaniu w Skawinie, policja i strażacy znaleźli ciała czterech osób: Gabrieli, jej 8-dniowej córki Luizy, przybyłej z pomocą matki Zofii oraz męża Gabrieli – 35-letniego Mateusza G.
Śledczy ustalili, że to on jest sprawcą zbrodni, po czym sam odebrał sobie życie. Motyw wciąż nie jest znany. Prokuratura kontynuuje postępowanie, próbując wyjaśnić, co doprowadziło do dramatu, który poruszył całą Polskę.



