Śmigłowiec leciał z Węgier do Zatoru, gdy nagle zniknął z radarów. Prokuratura ustaliła, że maszyna w momencie zderzenia z ziemią przekraczała 200 km/h. Zginął 30-letni pilot.
Śledztwo ruszyło dzień po katastrofie
Prokuratura Rejonowa w Limanowej wszczęła śledztwo w sprawie katastrofy śmigłowca Robinson R44 Raven II, do której doszło w nocy z 3 na 4 czerwca w Beskidzie Wyspowym. Śledczy pracowali na miejscu przez kilkanaście godzin. Obok wraku znaleźli ciało 30-letniego pilota Błażeja Czarneckiego.
Co wiadomo o przyczynach wypadku
Prokuratura podała, że pilot prawdopodobnie stracił orientację z powodu gęstej mgły i ciemności. Dodatkowym czynnikiem mogła być duża prędkość maszyny – dane z urządzeń pokładowych wskazują, że w chwili zderzenia śmigłowiec leciał ponad 200 km/h. Śmigłowiec nie był wyposażony w rejestrator parametrów lotu.
Lot z Węgier zakończył się tragedią
Maszyna wystartowała z miejscowości Bodrogkisfalud na Węgrzech i zmierzała na lotnisko w Zatorze. Pilot posiadał wszystkie wymagane licencje. Po godzinie 1.30 służby straciły z nim kontakt w rejonie góry Lubogoszcz. Do akcji poszukiwawczej skierowano ponad stu ratowników. Wrak odnaleziono o 7.40 rano w kompleksie leśnym.
Prokuratura zaznaczyła, że dotychczasowe ustalenia mają charakter wstępny i będą weryfikowane w toku śledztwa.



