We wtorek Aleksander Miszalski, wraz ze swoimi doradcami spotkał się z mieszkańcami Ruczaju. Jeden z uczestników spotkania był wyjątkowo pobudzony i zarzucił Miszalskiemu zatajenie dokumentów oraz… wydanie 32 milionów złotych na plażę dla psów na Zakrzówku.
Podczas „Ławki Dialogu” na Ruczaju mieszkańcy przede wszystkim pytali o sprawy społeczne i komunikacyjne. Interesowało ich, kiedy w końcu powstanie szkoła przy ulicy Czerwone Maki lub park Ruczaj – Lubostroń. Mieszkańcy Klinów usłyszeli, że jeśli (mimo planów budowy metra) miasto będzie kontynuować budowę tramwaju do tego osiedla, sprawa i tak potrwa przynajmniej siedem lat, bo tyle będzie trwać wydanie decyzji środowiskowej.
Plaża dla psów za 32 miliony?
Dyskusja przebiegała w kulturalnej atmosferze, a Miszalski i jego ludzie dostali nawet brawa, gdy jedna z krakowianek podziękowała im za wsparcie w trudnej sytuacji.
Ale jeden uczestnik był mocno rozjuszony i walczył o… Zakrzówek. Krzyczał do mikrofonu, więc trudno było wszystko usłyszeć, ale zarzucił władzom miasta kilka rzeczy.
Po pierwsze powiedział, że budynek nazwany szumnie centrum sportów wodnych został zaprojektowany tak, by znalazła się tam przede wszystkim restauracja. Po drugie, zarzucił stworzenie plaży dla psów za 32 milionów złotych. Miszalski w tym momencie aż się zaśmiał.
– Bardzo śmieszne! – wykrzyczał w tej chwili „obrońca Zakrzówka”.
Potem musiał się z tego wycofać, bo nie był w stanie stwierdzić, jakie dokumenty widział, które miały niby potwierdzić tę wersję.
– Wykupienie Zakrzówka kosztowało 52 mln – argumentowali urzędnicy.
– No! A więc 27 milionów poszło na Zakrzówek, a 32 na plażę dla psów – odpowiadał, nie dając się zbić z tropu.
Musiał zamilknąć, gdy usłyszał, że nie było żadnej takiej inwestycji.
Co z siarkowodorem w Zakrzówku?
Potem stwierdził, że w Zakrzówku powstaje siarkowodór. Przyczyną ma być m.in. sposób składowania glonów, które – po oczyszczeniu basenów – mają być wrzucane do akwenu. To nie jest nowa sprawa. Woda w Zakrzówku była pod tym kątem badana już w zeszłym roku. Testy nie wykazały nic niepokojącego.
Przerywał urzędnikom, którzy przedstawiali dane faktyczne. Powoływał się na profesora (nazwisko nieczytelne), a wtedy zareagował Miszalski.
– Czy to ten sam profesor, który jest w sztabie Łukasza Gibały? – dopytywał, w zasadzie stawiając tezę.
„Obrońca Zakrzówka” nic nie wskórał i opuścił swoje miejsce przed końcem spotkania.




Pan który się wypowiadał ma przede wszystkim pretensje że Centrum Sportów Wodnych na Zakrzówku nie zostało zaprojektowane jako centrum nurkowe a sami nurkowie jak za dawnych lat nie mają monopolu (tylko dla siebie) na duży akwen na Zakrzówku. Samowola budowlana, niszczenie kamiennych zboczy żeby samochody nurków zjeżdżały nad samą wodę. Sama byłam świadkiem gdy podczas spaceru latem na kamiennym murku siedziało na ręczniki dwóch chłopców ze szkoły podstawowej i grzecznie sobie rozmawiali, wyszło z wody 3 nurków a jeden z nich takimi słowami zwrócił się do tych dzieci „spierdalaj stąd gówniarzu nie widzisz że mam ciężką butle” Nikt nie zabrania nurkom korzystania z akwenu na Zakrzówku ale zjeżdżanie nad wodę autami ze sprzętem czy budowanie np miejsca gdzie będą hałasujace i generujące kompresory do nabijania butli nie wchodzi w grę a o to walczy ten wojujący nurek.
Podzielam Pani opinię w tej sprawie. Potencjał tego miejsca jest ogromny, nie tylko dla nurków.
W pełni się zgadzam.