Krakowskie referendum zakończyło polityczną przygodę Aleksandra Miszalskiego na stanowisku prezydenta miasta. Odwołany prezydent nie krył wzruszenia. Teraz jego pozycja w partii staje pod znakiem zapytania.
Miszalski nie będzie prezydentem
Mieszkańcy Krakowa zagłosowali za odwołaniem Miszalskiego z urzędu prezydenta. Za jego odejściem opowiedziało się blisko 172 tysiące osób, co stanowi prawie 98 procent głosujących. Frekwencja wyniosła około 30 procent i przekroczyła wymagany próg ważności. Wynik jest wiążący.
Wraz z prezydentem stanowiska stracili wszyscy jego czterej zastępcy. Do czasu wyborów miastem będzie zarządzać komisarz wyznaczony przez premiera. Przedterminowe wybory muszą się odbyć w ciągu 90 dni.
Wzruszające pożegnanie
Miszalski nie ukrywał emocji. – Dziękuję wszystkim krakowiankom i krakowianom za wszystkie spotkania, za spacery, za wszelkie możliwości wymiany poglądów – powiedział. – Dziękuję za słowa krytyki, dziękuję również za te słowa wsparcia. To wszystko było dla mnie bardzo ważne i było dla mnie świetną lekcją.
Przyznał, że nie wszystkie jego decyzje spotykały się ze zrozumieniem. – Wiem, że nie zawsze decyzje, które podejmowałem, spotykały się z akceptacją wszystkich – zaznaczył. Podziękował też urzędnikom i pracownikom magistratu. – Naprawdę robiliście dobrą robotę – powiedział.
Przed nowym prezydentem wskazał konkretne wyzwania. – Z jednej strony budowa metra, z drugiej strony strategia, plan ogólny i wiele innych, równie ważnych spraw – ocenił. Zakończył krótko: – Dziękuję wszystkim. Do zobaczenia.
Partia też może go odwołać
Utrata urzędu to nie koniec kłopotów byłego prezydenta. Według nieoficjalnych informacji Miszalski ma stracić również funkcję przewodniczącego małopolskich struktur Koalicji Obywatelskiej. Wynik referendum pokazał, że jego pozycja w partii jest nie do utrzymania.



